Już w najbliższą sobotę po rocznej przerwie swoje podwoje otwiera lokal, którego nie trzeba przedstawiać żadnemu toruńskiemu studentowi – legendarny Klub Studencki Kotłownia. Tym razem jako Kotłownia 2.0. Co oprócz szyldu zmieni się na Słowackiego 5/7? O to zapytaliśmy właściciela klubu, Jarosława Najberga.

Nie możemy już się doczekać, by znów zawitać do kultowego „Kotła”. Kiedy będziemy wreszcie mieli do tego okazję?

Zapraszamy studentów już w sobotę, 1 października. Na razie nie robimy otwarcia z wielką pompą, bo zainteresowanie i tak jest ogromne. Ale w środku sezonu planujemy koncert z okazji inauguracji.

W jakich okolicznościach doszło do reaktywacji po rocznej przerwie?

Mirosław Drężek, zmarły właściciel Kotłowni, był moim przyjacielem jeszcze z czasów, gdy byłem przewodniczącym Samorządu Studenckiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Już wtedy bardzo lubiłem Kotłownię i współpracowałem z Mirkiem. To był wspaniały człowiek, otwarty na studentów, wiele nas nauczył, jeśli chodzi o działalność kulturalną. Był nie do zastąpienia. Ale gdy po jego śmierci Uniwersytet ogłosił przetarg na lokal, postanowiłem wystartować. Stwierdziłem, że moją misją jest kontynuowanie jego dzieła.

Tę kontynuację podkreśla obecna nazwa klubu – Kotłownia 2.0.

Nazwa powstała po konsultacjach ze społecznością studencką. Studenci z Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK przeprowadzili ankietę wśród swoich kolegów na temat ich oczekiwań wobec Kotłowni po reaktywacji. Że tak powiem – jakiej strawy materialnej i duchowej chcieliby u nas kosztować. Przy okazji pytali też o nazwę i większość ankietowanych była zgodna, że szyld „Kotłownia” powinien zostać. Jeszcze za życia Mirka pytałem go, czy w razie gdybym przejął po nim klub, to czy mogę zachować nazwę. Zgodził się, jego żona także nie miała nic przeciwko.

Co jeszcze oprócz nazwy zmieni się w nowym „Kotle”?
Oczywiście gruntownie odnowiliśmy wnętrze. Nie da się ukryć, że wielu osobom Kotłownia kojarzyła się z czerwonymi ścianami i bohomazami na nich… Teraz jest bardziej surowo, nieco industrialnie, ale to celowy zabieg. Chcemy też zmienić charakter klubu na jeszcze bardziej studencki. Nie chcemy być klubem, który kojarzyłby się z upijaniem do nieprzytomności i najtańszym piwem. Chcemy, by Kotłownia 2.0 była miejscem integrującym społeczność studencką. By można tu było wypić piwo zarówno z kolegami z roku, jak i wykładowcami. Zapraszamy także koła naukowe – nasz klub byłby znakomitym miejscem spotkań dla nich. Będziemy sprzyjać też rozmaitym inicjatywom kulturalnym studentów – spotkaniom, koncertom itp. Jesteśmy otwarci na wszystkie koncepcje. Studenci mają w sobie dużo pozytywnego szaleństwa i my z przyjemnością pozwolimy dać mu upust w pozytywny sposób.

Czyli do klubu nadal będą mogli wejść jedynie studenci?

Wejście do Kotłowni będzie możliwe jedynie z legitymacją studencką bądź kartą absolwenta UMK. Zapewniam, że będziemy przykładać dużą wagę do selekcji. Nie może być tak, że do klubu studenckiego przychodzą jacyś dziwni osobnicy z zewnątrz i przejmują władzę w lokalu. Będziemy monitorować wszystko, co się będzie działo w środku – w Kotłowni 2.0 nie będzie miejsca na niepokojące incydenty.

Czy łatwo jest Panu mierzyć się z legendą, jaką był stary „Kocioł”?
Zdajemy sobie sprawę, jak ważny dla całej społeczności UMK jest to klub. W czasie remontu klubu spotykałem osoby, które pytały, co dalej z Kotłownią, bo w ich życiu to było miejsce szczególne. Tutaj wiele par się poznało na parkiecie. Absolwenci odwiedzając Toruń nadal pytają o nasz klub i marzą, by do niego jeszcze wrócić. Zmierzenie się z legendą to wielkie wyzwanie, ale cieszy nas zainteresowanie, jakie budzi Kotłownia 2.0. Czy uda nam się podtrzymać kultowy klimat starej Kotłowni? Zapraszam Czytelników, by sami się o tym przekonali.

[fot. Mateusz Kosowicz]