24 listopada w Parterze pojawili się Maciej Adamczyk oraz Cezary Jurkiewicz. Członkowie Stand-up Polska opowiedzieli o swoim podejściu do występów w kameralnych pubach, planach na przyszłość oraz uchylili nieco zakulisowych tajemnic z nagrywania roastów.

 

Witamy was ponownie w Toruniu, jesteście w Parterze, kameralny pub, ok. 90 osób, jaka jest magia takich miejsc?

Cezary Jurkiewicz: Zdecydowanie dobra. Osobiście mi się lepiej występuje w takich ciasnych lokalach, niż w dużych teatrach z tego powodu, że jest bardziej intymnie, łatwiej złapać kontakt z publicznością – przez to, że jest mała przestrzeń, ściany są blisko siebie, śmiech się od nich odbija i wtedy tworzy się atmosfera. Śmiech się odbija od ścian, wraca do ludzi, wszystko się gotuje. Pojawia się reakcja łańcuchowa i ludzie zarażają się śmiechem.

Maciej Adamczyk: Ja w ogóle bardzo lubię to miejsce. Dwa czy trzy razy byłem w Toruniu i zawsze po zakończeniu przychodziliśmy do Parteru na jakiś mały after i jest on jednym z niewielu miejsc, gdzie dłużej wybieram alkohol niż go piję. Pamiętam scenę z zeszłej trasy. Wchodzimy do Parteru, a tam oprócz barmanów – czterech typów w koszulkach Legii, rozpaczających po porażce. To mnie ujęło, że widzę pewnego rodzaju namiastkę domu.

Ostatnio przeglądałem waszego Facebooka, Stand-up Polska i widziałem, że przyjęliście do swojego grona nowe twarze.

CJ: To prawda. Dołączył m.in. Piotr Popek, który prowadził nasz występ w Parterze. Kolega jest z Bydgoszczy….

MA: … Błażej Krajewski z Bydgoszczy, Darek Gadowski ze Szczecina oraz Michał Kutek z Poznania. Przyjęliśmy ich głównie dlatego, że mamy w tych miastach dużo występów, a za ch**nie chce nam się tam jeździć, bo daleko i jeszcze nam tak dobrze nie płacą – oczywiście to są żarty (śmiech).

Coś możecie nam o nich więcej powiedzieć?

CJ: Mają oryginalny materiał. To jest coś, czym chcemy się kierować w Stand-up Polska, że nie staramy się wybierać ludzi, którzy wychodzą na scenę i brakuje im oryginalności, tego czegoś co sprawia, iż to treściowo jest fajne. Właśnie dlatego wiele osób nie zostało przyjętych, choć ze strony stricte profesjonalnej nadawaliby się idealnie. Nasi nowi członkowie radzą sobie doskonale na scenie, potrafią rozbawić publiczność, a jednocześnie potrafią intrygować.

MA: Dużo łatwiej wytrenować wychodzenie na scenę i bycie na niej, niż punkt widzenia…

CJ: … a osobowości nie zmienisz.

MA: To są takie rzeczy, że 100 razy wyjdziesz, a za 101 wszystko ci się załapie, a to co masz w bani to już zostaje.

CJ: Zgadzam się w 100%.

Mam wrażenie, że ostatnimi czasy sztuka stand-up bardzo się rozwinęła w Polsce i nawet roasty są pokazywane w telewizji. To daje wam kolejną okazję do pokazania się szerszej publiczności, ale też produkuje nowe wyzwania.

CJ: Zdecydowanie roasty są okazją do pokazania się szerszej publiczności, bo budzą większe zainteresowanie niż stand-up…

MA: Ja mam w ogóle wrażenie, że roasty bardziej pomagają nam w dostawaniu imprez firmowych. W sensie, że nie do końca to, co widzi widz, jest tym, czym my byśmy chcieli, żeby on to zobaczył, ale jak jedna czy druga firma zobaczy ten ryj w TVN-ie, czy gdzieś tam, to chętniej nas zaprosi. Jeśli chodzi o nowych fanów, to dużo lepiej i fajniej zdobywa ich się na takich imprezach, jak ta urodzinowa w Parterze, gdzie oni są w stanie nas zobaczyć w 100%, a nie przefiltrowanych przez oko montażysty.

Piąte urodziny Stand-up Polska, czyli Roast Michała Wiśniewskiego ze stycznia 2016 roku, zakończył się sporym sukcesem. Komentarze były zazwyczaj pozytywne, choć wiadomo, że niekiedy pojawiały się też narzekania, ale muszę o to zapytać. Co planujecie na szóste?

CJ: Też będzie to zapewne roast, ale jeszcze nie wiemy kogo. Zawsze mamy problem, bo ciężko jest namówić kogoś do tego…
MA: Z roastu na roast, potencjalnych chętnych jest coraz mniej.

… jednak mniej?

CJ: Tak, bo my dbamy, aby te gwiazdy dobrze wypadły, piszemy im teksty…

MA: A one potem odp********* manianę, no…

CJ: … no właśnie albo dochodzi do sytuacji, że pracujemy ze zj****, którego nie da się przygotować.

MA: Tzw. „oporny zj**” (śmiech).

CJ: Albo też pracujemy z osobą, która olewa próby i wychodzi nieprzygotowana. Gwiazdy boją się potem wychodzić, z tego powodu, iż to jest potencjalny strzał w stopę, a wcale tak być nie musi.

MA: Wystarczy podążać za naszymi instrukcjami, bo my nie chcemy, żeby nasi goście wyszli ch****wo. Nam zależy na tym, żeby wypadli jak najlepiej.

CJ: Dawid Podsiadło podążał za instrukcjami i był dobry….

MA: …Teraz jest kojarzony z roastami (uśmiech).

CJ: Także da się to zrobić, zdecydowanie.

Ty, Maciek mówiłeś podczas roasta Michała Wiśniewskiego, że on przejawiał sporą inicjatywę. To było mówione bardziej z przymrużeniem oka, czy rzeczywiście to właśnie on jest przykładem takiej osoby, która słucha instrukcji i chce dodać coś od siebie?

MA: Michał miał bardzo dużo swoich pomysłów. Nie zawsze te pomysły były trafne (uśmiech) i nie zawsze się to zgadzało z naszą wizją tego, ale o tym jak bardzo był nakręcony niech to dobrze przedstawi fakt, jak jedziemy do niego domu, byliśmy chwilę spóźni przez korek i Antek Syrek-Dąbrowski dzwoni do niego, a on krzyczy: „Mam nadzieję, że macie kąpielówki, bo basen włączam.” Co prawda nikt z nas nie miał (uśmiech), ale byłem pozytywnie nim zaskoczony. To, co widzimy w telewizji zupełnie nie odzwierciedla tego, jakim jest człowiekiem.

CJ: Tyle, że on też podczas swojego występu zaczął improwizować. Miał zrobić siedem minut, a zrobił dwadzieścia dwie, bo stwierdził, iż umie.

2017 rok zbliża się wielkimi krokami. Może słówko o waszych planach, jakie perły dla nas szykujecie?

CJ: Ja pracuję nad nowym materiałem. W Parterze robiłem jeszcze Voyagera, z którym występowałem w Dwóch Światach i trochę było to przeplatane nowymi wątkami, ale cały czas szlifuję nowy program, z którym będę jeździł po Polsce od lutego/marca. To będzie zupełnie nowe ponad czterdzieści minut. Jest masa roboty z tym. Wiesz, trzeba pisać nowe rzeczy, testować je, niektóre powyrzucać i w efekcie jest tego sporo.

MA: A ja mam jakoś tak, że porobiłbym sobie coś innego. Odbieram takie fluidy… trochę zabrzmiałem jak Karol Kopiec (śmiech). Mam straszne ciśnienie żeby nagrać jakiś rap. Chodzi to już za mną mniej więcej od trzynastego roku życia i jak powiedziałem moim kumplom, że nagrywam rap, to zawsze przy pytaniach kiedy będzie nagrany – odpowiadałem, że schną okładki przez cały czas, bo wyszły z drukarni. Mam wrażenie, że po 18 latach wreszcie wyschły, więc mam nadzieję, iż zaj**** kilka bitów….

Może naoglądałeś się Muflona podczas roastu Czesława Mozila?

Niee, niee (śmiech). W sumie to nie wiem jaki mam bit, bo nigdy nic nie nagrałem (śmiech), ale jednak chyba będę miał inny styl od Muflona, bo mam czarną duszę, kocham felgi i może bez łańcuchów, ale no tak to może wyglądać.

Czyli być może będzie zmiana branży?

MA: Nie, nie zmieniam. Tutaj Piotr Popek fajnie powiedział jak jechaliśmy do Torunia, że my komicy mamy zupełnie inaczej niż w rapie, bo w komizmie jest tak, iż nie powinniśmy robić z siebie za bardzo kozaków, a ja czuję, że moja samoocena potrzebuje trochę tego, żeby zrobić z siebie kozaka – nawet jakby to miało być dla jaj.

Czy prowadzenie roastu Michała Wiśniewskiego, to było najlepsze co do tej pory zrobiłeś?

MA: Niee, najlepsze dopiero przede mną!

A jakby tak spróbować ocenić dotychczasowe dokonania? Przyznaję, że przy przygotowaniach do tej rozmowy przeczytałem trochę komentarzy i ludzie naprawdę doceniali sposób, w jaki to robiłeś.

MA: No a co im potem dałem? Nic! Widzisz, tak to jest właśnie – raz na wozie, raz pod wozem. Dobrze mi się wtedy prowadziło, było spoko i mam nadzieję, że ktoś mi jeszcze powierzy prowadzenie czegoś, bo po prostu to lubię. Nie musze być jakąś gwiazdą, a po prostu płynne przejście przez imprezę jest dla mnie ważne. Pożyjemy, zobaczymy.

Czy gdy nagrywacie wasze stand-upy, tudzież roasty, to spotykacie się niekiedy z pretensjami osób publicznych, gwiazd, które mają problem z waszym „przekraczaniem granic”?

CJ: Jeżeli chodzi o roasty, to reguła jest prosta. Przed występem mogą powiedzieć nam z czego żartować, a czego nie tykać. Taki przykład, Anna Dereszowska nie przewidziała tego, że podczas roasta Kuby Wojewódzkiego będziemy żartować z Kamila Durczoka. Pewnie by to powiedziała…

MA: Następnym razem będzie pamiętała (śmiech)

CJ : My też jesteśmy tacy, że po prostu… wykorzystaliśmy to. Mieliśmy świadomość, że wolałaby tego nie poruszać, nie powiedziała nam tego i mieliśmy fart, że w końcu to puścili i to było całkiem okej. Generalnie staramy się być w porządku wobec gwiazd. Jak im coś nie pasuje, to nie robimy na siłę, bo nie chcemy nikogo skrzywdzić. Kiedy dostaniemy sygnał, że temat jest drażliwy, to odpuszczamy, choć zazwyczaj większość twierdzi, iż nie ma drażliwych tematów i chce, żeby było po bandzie.

MA: Dopiero potem się okazuje, że jednak takie tematy były, ale zapomnieli i teraz muszą udawać, że płaczą.

Czy „ofiarą” takich skarg najczęściej jest Sebastian Rejent?

CJ: Niee…

MA: No właśnie nie! Wydaje mi się, że ludzie mają wrażenie, iż z Rejentem nic się nie da zrobić, jest niereformowalny i nie ma sensu się przypi*******.  To tak, jakby podejść do kogoś z zespołem Tourette’a i kazać mu zamknąć japę.  To jest silniejsze od niego.

CJ: Ale też trzeba powiedzieć, że Sebastian trzyma się reguł. Jak mu się powie, że jest jakiś temat, którego ma nie poruszać, to on tego nie robi. U Michała Szpaka złamał tę regułę i nie puścili tego.

Dziękuję za rozmowę.

MA: Dziękujemy i zapraszamy wszystkich torunian na nasze występy!