Nikt nie spodziewał się, że program satyryczny w lokalnej telewizji rozpęta medialną burzę. „Studio Yayo” podzieliło telewidzów i internautów za sprawą, hmm, kontrowersyjnego poziomu humoru. W niedzielę wyemitowano już trzeci odcinek audycji, w której warto odnotować żart o Toruniu.

„Studio Yayo” to dzieło dwóch satyryków, przez wiele lat nieobecnych w głównym kabaretowym nurcie – znanego niegdyś z kabaretu OT.TO Ryszarda Makowskiego oraz standupera i parodysty Pawła Dłużewskiego. Makowski nie kryje swoich sympatii do obecnego obozu rządzącego, co znajduje odzwierciedlenie w jego kabaretowej twórczości, gdzie ostrze satyry skierowane jest głównie na opozycję. Kontrowersje wokół „Studia Yayo” wywołuje jednak nie tyle polityczne zaangażowanie prowadzącego, co… wątpliwa ostrość owej satyry. Krytycy zarzucają programowi, że jest po prostu zupełnie nieśmieszny, a duet prezenterów przerzuca się starej daty sucharami. W dodatku poziom realizacji pozostawia wiele do życzenia – „Studio” przypomina raczej audycję z lat 90. minionego stulecia, niż z 2016 roku.

Mimo licznych głosów krytycznych, „Studio” już stało się obiektem swoistego internetowego kultu. Internauci na zasadzie przekory cytują fragmenty programu i z niecierpliwością czekają na kolejny odcinek by sprawdzić, jaki humor tym razem zaserwują Makowski i Dłużewski. W niedzielę na antenie TVP Warszawa pojawił się trzeci już odcinek programu – nie zabrakło żartu z Toruniem i Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej w tle.

Co sądzicie o „Studiu Yayo”? Śmieszy Was, czy raczej żenuje?

Maciej Koprowicz