Już 8 listopada na Auli UMK, podczas pierwszej trasy w Polsce, wystąpi Chińska Orkiestra Symfoniczna!
Chińska Orkiestra Symfoniczna pierwszy raz w Polsce
Orkiestra, którą usłyszymy już niebawem to zespół, w którego skład wchodzą absolwenci renomowanych akademii muzycznych. Orkiestrze towarzyszyć będą znakomici śpiewacy operowi. Łącznie na scenie zobaczyć będzie można ponad 50 utalentowanych chińskich muzyków!
W programie przewidziane zostały największe przeboje muzyki klasycznej, arie operowe i operetkowe oraz pieśni neapolitańskie. Podczas koncertu będzie można również usłyszeć utwory: Mozarta, Bizeta, Gounoda i Chopina, którego jedno z najznakomitszych dzieł, wykona utalentowana pianistka Xuancen Guo. Zapowiedziana również została niespodzianka w języku polskim.
Koncert Chińskiej Orkiestry Symfonicznej to unikatowe wydarzenie, jakiego jeszcze w Polsce nie było. Z pewnością zespół oczaruje widzów wdziękiem scenicznym – będzie to prawdziwa muzyczna uczta. Nie można przegapić tego wydarzenia!
Szczegóły wydarzenia
[koncert został odwołany]
Kto: Chińska Orkiestra Symfoniczna
Kiedy: 8 listopada, godz. 19:00
Gdzie: Aula UMK
Bilety: dostępne od 99 zł

Masakra, porażka grają beznadziejnie
Byliśmy na koncercie słynnej Chińskiej Orkiestry Symfonicznej? Światowej sławy, oczywiście. 4 listopada 2019, godz. 19.
Orkiestra 29 osób, z tego 9 „białych”, plus biały dyrygent. Czworo solistów śpiewaków, jedna pianistka. Sala zapełniona 40, nie, raczej 35%. Bilety po 100-110 zeta plus opłata, ta w zależności od kierunku zakupu. Jakieś dwie godziny, bez przerwy, z zaznaczonymi podziałami na części składowe.
Najpierw kilka arii ze światowego repertuaru, potem kawałki specjalne w celu pokazu kunsztu, m. in. odważne wykonanie Czardasza Montiego na skrzypce z akompaniamentem fortepianu, znów powrót do śpiewania, w tym „O sole mio”, atak na Polonez As-Dur, i zakończenie śpiewami, w tym aria „Ten zegar stary”, oraz Marszem Radetzky’ego. O, zapomniałbym, w międzyczasie pokaz piszczałki chińskiej z wprowadzeniem po polsku, ale z chińskim akcentem, w czasie którego okazało się, że orkiestra przynajmniej w większości, bo może w całości, studiuje lub studiowała w … Polsce.
O akustyce sali wielkiej gdańskiej filharmonii napisano tomy, więc zmilczę. Całość bardzo nowatorska pod każdym względem, koncepcyjnie odważna, wręcz wybiegająca, bardzo towarzyska i socjalna z nieprzerwanym witaniem się między artystami, ponad standardowym kłanianiem widowni i ciągłym podglądaniem zza otwartych drzwi na zaplecze. Poziom niespotykany, a właściwie niespotkany dotychczas, wart kontynuowania i dbania w celu dehumanizacji muzyki i totalnego wypchnięcia publiki z tej sali. Zakładam, że dyrekcja obiektu wie, co czyni, wie, co chce osiągnąć i jak zaobserwowałem, jest na najlepszej drodze do celu. W rachunki nie wnikam, bo finanse liczyć to trzeba umieć, a od tego nie jest dyrekcja. Prowadzenie koncertu przez panią Szewczyk, jak się przedstawiła, bardzo zbliżyło ludzi do pieniędzy (twórcy O sole mio poza nagrodą na konkursie nie dostali nigdy żadnego wynagrodzenia, a spodkobiercy koszą), i do wzruszeń, szczególnie pani własnych, które pani opisała wbrew widokowi ogólnemu, a namacalnie i nausznie stwierdzonemu.
Reasumując, wielka klapa, pokaz beztalencia i braku umiejętności. Orkiestra nie jest orkiestrą, bas nie jest basem, klarnecista nie miał wcześniej klarnetu w rękach, pianistka nie jest solistką, a dyrygent próbuje dyrygować. Całość bardzo słaba, rozdmuchana, przewartościowana. Nawet publiczność poznała się poziomie od razu i nieskutecznie próbowała zapowiedz większemu nieszczęściu klaskaniem przerywając wykonanie czardasza. Zdecydowanie odradzam.
Absolutny brak przygotowania, muzycy nie współpracują z dyrygentem, prezentują poziom uczniów szkół muzycznych raczej słabo przygotowanych. Cena biletu 90 zł za taki mizerny poziom. Skandal.