Kot też człowiek i święta również obchodzi. Tylko na swój sposób.

Trzeba wiedzieć, że prawdziwy polski kot jest tradycjonalistą. Na zakupy świąteczne nie chodzi, ma od tego ludzi. Swoich ludzi, nazywających siebie dla niepoznaki właścicielami. W głębi duszy wiedzą oni kto tu rozdaje kartki.

No te świąteczne. On, kot, je tylko rozdaje, zazwyczaj po kątach. Pisać nie umie, a życzeń nie złoży. No bo co miałby temu człowiekowi pożyczyć (poza tym, że przydałby się mu mózg: „przecież i tak się go nigdy nie posłucham, to po co mówi żebym zszedł z biurka, stołu, szafy, choinki”)? Więcej szynki dla kota, więcej kartonów, więcej sznurków i firanek do wieszania? Się kota oczywiście.

Bo kot nie cierpi łańcuchów. Stąd jego uporczywe wieszanie się na firankach czy choince. On nie robi tego bez powodu, on jest prawdziwym estetą. Choinka wcale nie przypomina mu drzewa. Drzewo przecież nie wywróciłoby się podczas próby wejścia na nie. Jedyną akceptowalną ozdobą są bombki, ale tylko takie, które nie stłuką się przy pierwszym (albo dwudziestym pierwszym) lepszym uderzeniu łapą. One muszą wisieć na choince stabilnie. Nie trzeba dodawać, że kot jest wyśmienitym elektrykiem i każda lampka jest poddawana wielorakim testom na wytrzymałość. Niestety bardzo często nie wytrzymują one próby.

Jeśli chodzi o przygotowania świąteczne kot, jak łatwo się domyślić, spełnia się w kuchni. Tylko znów trochę inaczej niż człowiek. No bo karpia przecież nie zabije. Kot sadystą nie jest, widoku krwi nie znosi. Barszczyku nie pomiesza, łyżki nie utrzyma, a ogon nie do tego służy. Za to jest potrawa wigilijna, którą kot potrafi przyrządzić. Nikt tak jak on nie ulepi pierogów. Prawdziwy pieróg to pieróg przeturlany przez całe mieszkanie. Dopiero wtedy jest idealnie uformowany, a nadzienie kapusto-grzybowe właściwie ubite. Kot panuje także nad odpowiednim rozmieszczeniem mandarynek po pokoju. Nie mogą się znajdować w przypadkowych miejscach. Człowiek kota doskonale wie, że ich rozlokowanie nie zajmie chwili ani nawet dwóch, a rozciąga się w czasie na wszystkie świąteczne dni. Trzeba bowiem wiedzieć, że kot jest również perfekcjonistą. Nie tylko zadba o właściwy (kotom) porządek, ale i rozpakuje wszystkie prezenty, by sprawdzić, czy Tosia dostanie wymarzony podarek.

Ale myli się ten, kto uważa, że kot nie potrafi zachować się podczas Wigilii przy tak zwanym stole. Wtedy kot miłościwie daje spokojnie zjeść człowiekowi. Raz w roku. Dlatego też wtedy, wbrew błędnemu mniemaniu, nie mówi ludzkim głosem. Wystarczy przecież, że porywa się na tę wspaniałomyślność, dając święty spokój swemu człowiekowi. Ot, taki ludzki gest z jego strony. Spowodowany również tym, że szanujący się kot nie będzie patrzył jak kolejny raz znany wszystkim Kevin nie potrafi doprowadzić domu (w którym jest on SAM!!!) do stanu permanentnego nieporządku. To nie do pojęcia. Nie dla kota. Jedyną rzeczą w telewizji na święta do przełknięcia dla kota jest reklama, w której Tomasz Kot „już nie myśli o prezentach”. Dlatego, że podskórnie (a właściwie pod futrem) czuje, że to swój chłop… znaczy swój kot. Bo jaki normalny kot myśli o prezentach. On po prostu je dostaje, inaczej mówiąc przywłaszcza.

Jednak, gdy zbliża się północ i mieszkanie pustoszeje, kot wie, że to jego czas. Właśnie wtedy kot daje do zrozumienia człowiekowi, że święta to czas wyjątkowy, w którym rzeczy niewyobrażalne stają się możliwe i całkiem realne. Tak też wyglądać będzie mieszkanie człowieka po powrocie z pasterki – niewyobrażalnie. Całkiem słusznie człowiek nazwie wtedy cudem, że jego mieszkanie ostało się w jednym kawałku. I tutaj kot spełnia swoją najważniejszą misję – uświadamia człowiekowi, że podczas świąt wydarzyć się może niejeden cud.

[Fot. www.flickr.com/ Creative Commons by Patty]